12 kwi 2015

W przestrzeni Smoka

Jestem chora  i czuję się, jakby znów nastały czasy błogiego lenistwa w podstawówce. Zwolnienie z zajęć, opieka lekarza domowego, czyli rosołki i herbatki. Co prawda gorączka i katar (a na deser ból gardła) niespecjalnie fajnie brzmią, ale przynajmniej siedzę w domu. A konkretnie to leżę.

Przypomniałam sobie ostatnio, że nie wspominałam Wam o bardzo inspirującej wystawie, na którą wybrałam się jeszcze na początku marca do krakowskiego Muzeum Narodowego. Była to mianowicie prezentacja zbiorów sztuki chińskiej "W przestrzeni Smoka". Co tu dużo mówić... Przepiękna ceramika, powalające obrazy i zapierające dech w piersiach szaty.* Naprawdę warto obejrzeć na żywo tkaniny, jakich dziś nikt już pewnie nie potrafiłby zrobić. Do każdej gabloty wracałam po kilka razy, bo po prostu nie mogłam uwierzyć, że to wszystko zostało zrobione ręcznie. Najstarsze eksponaty miały ponad 2200 lat i powstały w epoce Han! Koniecznie sprawdźcie na moim Instagramie dziecięce buty ze smokami - słodziutkie. Nie byłabym oczywiście sobą, gdybym nie przytargała do domu małych pamiątek.

Jeśli zainteresowałam Was wystawą to macie czas aż do lipca, żeby ją odwiedzić. Zdjęcia niektórych eksponatów możecie również obejrzeć na stronie muzeum.

Żeby dziś nie zakatarzyć się na śmierć, postanowiłam zrobić sobie typowy dzień 10 letniej Weronisi. Poprzymierzałam trochę ciuchów, próbowałam zrobić jakiś szałowy makijaż (raczej z marnym skutkiem). Na fali wystawy skręciłam w stronę Wschodu. Pochodziłam sobie nawet z wykałaczkami do szaszłyków w koczku, żeby wczuć się w rolę Azjatki. Ocenę efektów pozostawiam już Wam :D

* Wpis nie jest sponsorowany. Autorka dzieli się wrażeniami szczerze i dobrowolnie.
   Serio, idźcie na tę wystawę!

zdjęcia: Mamusia Fotografi
| bluzka - H&M Trend | pasek - Benetton | spódnica - Simple

do kolaży użyłam pocztówek ze sztuką chińską prezentowaną na wystawie

7 kwi 2015

Vogue. Za kulisami świata mody


„Vogue. Za kulisami świata mody” to jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. 

Bardzo cenię sobie lektury pobudzające ciekawość. Wiecie, chodzi o te sytuacje, gdy zaczytani przegapiacie swój przystanek i wybiegacie z autobusu zdezorientowani. Mnie się to zdarzyło przy okazji czytania tej książki dwukrotnie. Traktowałam ją właśnie jako rozrywkę „na podróż”. Tu otworze, tam przeczytam. Kartki same się przewracały i tak mi jakoś zleciało. Prawie 300 stron.  

Na początek wypadałoby w kilku słowach opisać treść książki. Jest to autobiografia dziennikarki Kirstie Clements, przez ponad 25 lat związanej z australijską edycją „ Vogue’a”, którą w latach 1999-2012 zarządzała jako redaktor naczelna. Współpracowała m.in. z „Elle”, „Harper’s Bazaar”, „The Guardian”. Opisuje więc swoją młodość, realia dorastania w Australii, przebieg kariery, doświadczenia na piastowanych stanowiskach. 

Głównym atutem tej książki jest oderwanie od Europy i Stanów Zjednoczonych. Wszyscy kojarzymy Annę Wintour, Emmanuelle Alt czy Francę Sozzani. Ale Australia i tamtejszy rynek mody? W trakcie lektury mało które nazwisko brzmiało znajomo. Australia, owszem, wydała na świat wiele gwiazd rangi ogólnoświatowej, ale niekoniecznie tych stricte związanych z modą - no może poza Mirandą Kerr. Nicole Kidman, Cate Blanchett czy Kylie Minogue znamy wszyscy, ale prawdę powiedziawszy już samej autorki książki (zasiadającej na stołku naczelnej „Vogue’a” przez ponad dekadę!) nie kojarzyłam wcale. Ciekawił mnie więc kontekst społeczny Australii, życie tamtejszych nastolatków, subkultury np. surfurów, świadomość odcięcia od innych kontynentów. 

Bardzo podoba mi się zdroworozsądkowe podejście autorki do opisywanych zdarzeń. Trudno oceniać na ile te wydarzenia zostały podkolorowane, ale z pewnością unika choćby zbędnej gloryfikacji "Vogue’a” i mody w ogóle.
Jednym z licznych błędnych wyobrażeń na temat pracy w „Vogue’u” jest to, że kiedy ktoś z naszego pisma chce zamówić modelkę do sesji, to po prostu dzwoni do agencji, a tam grzecznie udzielają mu entuzjastycznej odpowiedzi: „Ależ oczywiście, w końcu to "Vogue”, i ustala się termin, który odpowiada idealnie wszystkim zainteresowanym. Nic podobnego. Podchody związane z załatwieniem modelki to jeden z najbardziej czasochłonnych i frustrujących aspektów tego biznesu. Wszystkie elementy sesji zdjęciowej są ze sobą nierozerwalnie splecione. Modelka ciesząca się międzynarodową sławą będzie chciała pracować tyko z określonym gronem fotografów, którzy zdaniem jej agencji są właśnie na fali.


Kirstie Clements rozwiewa mit "Vogue'a" jako klucza otwierającego wszystkie drzwi. Sama się o tym boleśnie przekonała obejmując stanowisko naczelnej w momencie kryzysowym dla australijskiej edycji magazynu. Sporo miejsca poświęca na opisanie (udanej) próby uratowania jego pozycji, walkę o zainteresowanie reklamodawców oraz zaproszenia na europejskie pokazy.

Razem z redaktorkami działu mody co sezon harowałyśmy, spotykałyśmy się ze wszystkimi PR-owcami i starałyśmy się ich lepiej poznać, odwiedzałyśmy wszystkie salony wystawowe, robiłyśmy zdjęcia ubrań, rozmawiałyśmy z projektantami, wysyłałyśmy im co miesiąc numer pisma lub wycięte z niego strony na dowód, ile miejsca im poświęciliśmy. Stopniowo udało nam się wypracować większe uznanie dla naszego magazynu. Odtąd zawsze już dostawałyśmy dwa bilety na każdy pokaz i jeśli nam się poszczęściło – oba w pierwszym rzędzie. 

Nie mogło się także obyć bez porównań realiów pracy w branży w latach 80. a obecnie. I znów dziennikarka uchwyciła zjawisko internetu, mediów społecznościowych oraz blogerów w sposób wyważony, oceniając je możliwie obiektywnie. Od razu przypomniała mi się wypowiedź naczelnej "Vogue Italia" sprzed czterech lat na temat blogosfery - wtedy dopiero podbijającej świat. Utrzymana w tonie obrazy, bulwersu i fochu na cały świat. Że plaga, że epidemia, że głupota, że w żadnym razie opiniotwórcza. Tamte słowa (mimo że w paru punktach trafne) przysporzyły France Sozzani więcej wrogów niż przyjaciół, a także zdradziły jej brak perspektywicznego myślenia. Clements ujmuje erę internetową i nowych celebrytów tak: 

Media społecznościowe zdemokratyzowały pisanie o modzie stworzyły nową grupę wpływowych graczy w branży. Doświadczenie zdobyte w szanowanych tytułach i zdolności inteligentnego formułowania myśli mogą w najbliższej przyszłości okazać się niewiele warte.
Coraz trudniej o uczciwą, rzetelną ocenę, bo dzisiejsze komentatorki mody jak jeden mąż wystawiają kolekcjom pozytywne recenzje. Leży to w ich interesie. W końcu chcą chodzić na pokazy. Chciałabym widzieć wśród nich więcej zdrowej krytyki, zwłaszcza jeśli szczęśliwie nie mają jeszcze żadnych reklamodawców, który mogliby się wycofać.


Autorka nie stroni więc od niewygodnych tematów. Wprost wskazuje, jak łatwo kupić czyjąś opinię, a jak trudno przyjąć krytykę. Osobny rozdział poświęca np. swoim uwagom na temat kontrowersyjnego wyglądu modelek – często niepełnoletnich, ich sposobów na idealną figurę, oderwanych od rzeczywistości wymagań projektantów. Nie ocenia, nie rzuca naiwnych komentarzy pokroju „to skandal i zło, jutro dajemy na okładkę dziewczynę XXXL”. Po prostu dzieli się obserwacjami. Tłumaczy błędne koło napędzane przez domy mody szyjące ze względów estetycznych ubrania w rozmiarze 32, stylistów nie mogących w skutek tego zatrudnić "większej" dziewczyny, a w końcu same modelki obsesyjnie dbające o linie, by w te najlepsze ubrania zwyczajnie się zmieścić. Momentami podchodzi do tematu emocjonalnie, mówi wprost, że ją to boli i czuje się bezsilna...

Bo cała ta książka jest bardzo szczera. Czytając ją, odnoszę wrażenie, jakbym autorkę znała od dawna. Prosty język i dynamika przekazywania informacji przypominają rozmowę. Bardzo ciekawą, wciągającą rozmowę. Lata doświadczeń robią swoje, a mając tak szeroki wachlarz anegdotek można zainteresować niejednego słuchacza. Dlatego polecam lekturę zarówno osobom chcącym poszerzyć horyzonty modowe, jak i tym mającym ochotę zwyczajnie przeczytać coś ciekawego.   

Co tu dużo mówić, jeśli chcielibyście dowiedzieć się, jak to jest wspinać się po szczeblach kariery by stanąć na czele Biblii Mody, jeść lunch w saloniku Karla Lagerfelda albo przechadzać się po pałacu księżnej Danii to po prostu wybierzcie się na spacer do księgarni. Nie pożałujecie! 


„Vogue. Za kulisami świata mody” 
Kirstie Clements 
Wydawnictwo Literackie 

29 mar 2015

Instagramowy świat idealny, czyli kogo śledzę?

Ubiegły rok zdecydowanie należał do Instagrama - na świecie i w Polsce. Z prostej apki do edycji zdjęć stał się w zaledwie kilkanaście miesięcy gigantycznym kanałem social media zrzeszającym miliony użytkowników. Co spowodowało ten wzrost popularności? Jedną z przyczyn jest na pewno brak reklam, wpisów sponsorowanych i uciążliwego ograniczania zasięgu, którymi raczy nas Facebook. Po drugie, bardzo intuicyjne poruszanie się po aplikacji (opierające się zasadniczo na przewijaniu góra-dół i podwójnym kliknięciom) oraz postawienie na przekaz wizualny. Instagram to aplikacja zaprojektowana do wrzucania grafiki. I tyle. Opis pełni rolę drugorzędną. Zazwyczaj jest zwięzły i hasłowy - nie chodzi w nim o staranność językową, ale o wstrzelenie się w najpopularniejsze hashtagi. I po trzecie, storytelling. Instagram - w swojej prostocie oraz przejrzystości - okazał się być wdzięcznym narzędziem do budowania wizerunki osobistego/marki, kreowania świata idealnego i nadbudowywania wokół niego historii. Istotę storytellingu w bardzo prosty sposób tłumaczy na blogu Social Media Today Ross Simons:
Storytelling is the glue to building stronger relationships with your audience and being unforgettable. It's stories that are shared, remembered and passed on from one generation to the next. In a world filled with noise, it's important that brands embrace storytelling as one of the best ways to cut through the noise and stand out.
Moje konto - @persona_obscura - ma już roczek. Założyłam je eksperymentalnie, żeby zobaczyć o co chodzi w tym całym "insta", którego wszędzie zaczęło być pełno. Szybko okazało się, że to świetne narzędzie uzupełniające bloga. Sam blog to posty konkretne, bardzo pracochłonne, raczej długie, ze zdjęciami lustrzankowej jakości. Facebook służy mi obecnie do publikacji inspiracji, komentowania życia codziennego czy bulwersowania się po obejrzeniu "Project Runway". Na takie rzeczy po prostu nie ma tu miejsca. Z kolei na Instagramie pojawiają się zdjęcia luźno związane z tematyką bloga, a czasem nawet wcale. W końcu każdy lubi czasem podzielić się ze światem pysznym obiadem albo selfie z kotem.

Zainspirowana postem Styledigger, postanowiłam stworzyć własną listę moich ulubionych kont na Instagramie. Będzie ich jednak trochę więcej niż 10, bo nie potrafiłam się zdecydować :D Wszystkie zdjęcia są podlinkowane. Miłego natychania się! 



https://instagram.com/officialrodarte/
Konto jednego z moich ulubionych domów mody - Rodarte. Przeplatają się na nim zdjęcia najnowszych pokazów, sesji zdjęciowych, muz projektantek oraz relacje zakulisowe.

https://instagram.com/worlds_moda
Bardzo ciekawy projekt polegający na tym, że każdego miesiąca na tapetę brana jest inna edycja Vogue'a (w marcu amerykańska) i przez cztery tygodnie publikowane są najciekawsze zdjęcia archiwalne z danego kraju. Może kiedyś do tego grona dołączy Vogue PL ;)

https://instagram.com/andotherstories
Podejrzewam, że większość z Was zna sklep &OtherStories, a jeśli nie to proszę szybko nadrobić! Dlaczego? Bo sieć zatrudnia wyśmienitą ekipę kreatywną. Bezbłędny PR i pięknie zdjęcia!

https://instagram.com/laerkebagger/
Macie ochotę podejrzeć duńską projektantkę fantastycznych, ręcznie robionych swetrów? Proszę bardzo! Koniecznie zajrzyjcie też na jej stronę www, gdzie można się przyjrzeć tym cudeńkom z bliska.

https://instagram.com/suzymenkesvogue/
Jeśli interesuje Was moda, konto Suzy Menkes należy do tych, które po prostu należy śledzić. Legendarna brytyjska dziennikarka Vogue'a (obecnie pracuje w charakterze międzynarodowego korespondenta dla 19 edycji) regularnie wrzuca zdjęcia z najważniejszych pokazów i wystaw. Najświeższe zdjęcia pochodzą z wystawy poświęconej twórczości Karla Lagerfelda w Bonn.
Przy okazji polecam podobne konto Hamisha Bowles'a, a przy okazji okazji dwuminutowy filmik przedstawiający jego osobę.

https://instagram.com/lindaandwinks/
Uwielbiam Lindę Rodin! Ta sześćdziesięciokilkuletnia elegancka kobieta jest stylistką i założycielką firmy kosmetycznej Rodin Olio Lusso. A przy okazji bardzo inspirującą osobą. W latach 60. była modelką, w 70. prowadziła jeden z pierwszych "concept storów" w Nowym Jorku, później rozpoczęła karierę stylistki i redaktorki.

https://instagram.com/susiebubble
Susie Lau należy do grona najbardziej wpływowych blogerek świata. Jej konto pełne jest mody, podróży i inspiracji. Będziecie mieli, co oglądać, bo Susie opublikowała już prawie 3000 zdjęć.





https://instagram.com/beetleblossom
Pewnie część z Was we, że jestem ogromną entuzjastką kolaży. Katie McCann jest jedną z moich ulubionych artystek znalezionych na Instagramie. Jej prace można kupować na Etsy, ale niestety do najtańszych nie należą. 

https://instagram.com/kalen_hollomon
Prace Kalen Hollomon to kompletnie inna stylistyka. Lubię je przede wszystkim za poczucie humoru. Za pomocą zabawnych kolaży i fotomontaży komentuje przede wszystkim amerykańską kulturę pop, ale często także modę w ogóle.

https://instagram.com/randahaddadin
Śliczne ilustracje autorstwa Randy Haddadin, wykonane głownie akwarelami.

https://instagram.com/anarudak
Ana Rudak to ilustratorka i projektanta tkanin. Na Instagramie dzieli się nie tylko swoimi przeuroczymi projektami, ale także tzw. lajfstajlem. Kiedyś kupię sobie plecak w grzybki od niej!

https://instagram.com/a_collage/
I kolejna dawka świetnych kolaży :) Ich autorką jest tajemnicza Molly, o której nie wiem nic poza tym, jak ma na imię.

https://instagram.com/rookiemag
Oficjalne konto RookieMag, czyli portalu internetowego założonego przed paroma laty przez Tavi Gevinson. Ponieważ jego grupą odbiorców są głównie nastolatki (więc jeszcze się mieszczę, uff), pełno tu dziewczyńskich rzeczy.



https://instagram.com/misskromeczki
Paulina Kowalik, uczennica liceum plastycznego. Jestem pod wrażeniem zarówno jej prac, które od czasu do czasu publikuje, jak i urody.

https://instagram.com/neckdi
Zakochałam się w tej dziewczynie od pierwszego wejrzenia! Ta twarz, stylizacje, zdjęcia. Wow.

https://instagram.com/petrafcollins
Petra Collins to przyjaciółka Tavi, współtworzyła z nią RookieMag. Zajmuje się fotografią, a jej Instagram pełen jest inspiracji kulturą amerykańską lat 70., 80., i 90.

https://instagram.com/takeapicturelady
Zdjęcia Emmy Donnelly to prawdopodobnie najsłodsza rzecz na całym Instagramie. Robi je głównie swoim dzieciom. Zobaczcie jakie piękne fotografie można zrobić... Iphonem.

https://instagram.com/natackaa
... czyli Natasha Biernacka i jej życie nad Bałtykiem.    


Koniecznie dajcie znać, co myślicie o moich typach! Jeśli przychodzą Wam na myśl inne superowe konta to podlinkujcie je w komentarzach, bo zawsze cieszą mnie nowe odkrycia :)